Istniejemy od 1927

PARTNERZY KLUBU

salewa.com
Specjalna zniżka
dla KWW


yeti.com.pl
nestle.pl

AKTUALNOŚCI

BĘDZIE

WYPRAWA ALBANIA 2010 WRóCIłA!

Po ponad trzech tygodniach eksploracji tego mało znanego górskiego regionu ekipa w składzie Andrzej Szypowski, Mateusz Zabłocki, Wojtek Szeloch, Mateusz Balcerzak i Adam Latusek wraca z trzema nowymi drogami na trzech dziewiczych ścianach, zdobywając prawdopodobnie jako pierwsi dwa z wierzchołków. Wszystkie przejścia były czyste, w stylu OS. Przez cały wyjazd pogoda była murowana, ciepła i słoneczna.
Z relacji chłopaków wynika, że niespodzianek rzutujących na logistykę w rodzaju wysychających jezior i dłużących się podejść nie brakowało, a potencjał jest wciąż ogromny.
Pierwsza droga padła 14.07 i poprowadzona była pod widowiskową, wystawioną w ekspozycję 10 m wantę. Robocza nazwa ściany dała początek nawie drogi "Wanta pipanta" VI+, 9 wyciągów, 400 m, początek niestety kruchy. Zdobyty "Pipant" w masywie Maji Scokokistes pozostaje nienazwany.
Kolejna droga "Dele soundsystem" VI (V+obl), 10 wyciągów, 500 m, poprowadzona została na zaskakująco litej i urokliwej wschodniej ścianie Maji Vukoces. Droga biegnie przez lite płyty rzeźbione kilometrami rynien i okap nazwany przez nas "gacie". Ostatnie 200 m zespół Szeloch-Latusek pokonał z lotną asekuracją do piku.
Ostatnia z dróg "Kolegi dzium" VII- 650 m, poprowadzona została przez zespół Szypowski-Zabłocki na Bridashe (nazwa ściany niepotwierdzona) w Masywie Maji Scokistes. Chłopaki zaliczyli na niej zapych oraz jeden kibel w ścianie. Tym razem to niewyobrażalne zdziwienie lokalnych pasterzy po udzieleniu im odpowiedzi na pytanie "Ku Kolegi dzium?" czyli "gdzie spali koledzy?" dało początek nazwie drogi.
Planowane przejście południowej ściany Maji Harapit nie doszło do skutku. Ściana po bliższych oględzinach wyglądała imponującą, jednak raczej na zimę (pomimo poprowadzenia tam nowej drogi przez zespół niemiecko-amerykański dwa tygodnie wcześniej). Jak powiedziała ekipa: "Relacje pasterzy z ich przejścia pozostawimy dla siebie".
Chłopaki nawiązali przyjacielską relację z pasterzami, która zaowocowała wieloma toastami, wspólnymi śniadaniami z własnoręcznie pieczonym chlebem, owczym mlekiem i serem.
Wszyscy uczestnicy są zgodni co do dwóch rzeczy: (jeden) są duże szanse, że tam powrócą, (dwa) już nigdy nie zjedzą batonika musli.

Fot. Adam Latusek
Fot. Adam Latusek
Fot. Adam Latusek
Dodał: Aleksandra Ogłoza   Dodano: 17-09-2010